Ulica Prudnicka przez lata kojarzyła się mieszkańcom z niewielkim zakładem zegarmistrzowskim. To właśnie tam pracował Jan Zgórski — jeden z najbardziej znanych rzemieślników w Nysie.
W 2021 roku do mieszkańców dotarła smutna wiadomość o jego śmierci. Miał 92 lata i przez ponad sześć dekad zajmował się naprawą zegarków.
Wielu ludzi znało go osobiście. Do jego zakładu przychodziły całe pokolenia mieszkańców. Najpierw rodzice, później ich dzieci i wnuki. Dla wielu osób był jednym z symboli starej Nysy.
Jan Zgórski traktował swoją pracę jak pasję. Nawet po przejściu na emeryturę regularnie pojawiał się w warsztacie. Nadal naprawiał zegarki i rozmawiał z klientami, bo lubił kontakt z ludźmi.
Za jego życiem stała też trudna historia. Po wojnie został ciężko ranny podczas rozbrajania min i stracił nogę. Musiał wtedy znaleźć zawód, który pozwoliłby mu dalej pracować mimo niepełnosprawności. Tak trafił do zegarmistrzostwa.
Najpierw uczył się fachu w Kielcach. Później pracował w kilku miastach, aż w końcu osiedlił się w Nysie. To właśnie tutaj spędził większość życia i zbudował swój zakład.
Mieszkańcy wspominali go jako spokojnego i życzliwego człowieka. Wielu podkreślało też, że był świetnym fachowcem i jednym z ostatnich przedstawicieli starego rzemiosła w mieście.
Po informacji o jego śmierci wśród mieszkańców pojawiło się wiele wspomnień i słów wdzięczności. Dla wielu osób odejście Jana Zgórskiego oznaczało koniec pewnej epoki w Nysie.