Wrzesień 2024 roku przyniósł w Nysie ogromne problemy. Intensywne opady deszczu trwały przez kilka dni, a poziom rzek zaczął szybko rosnąć. Mieszkańcy coraz częściej porównywali tamtą sytuację do powodzi z 1997 roku.
Prognozy pogody pojawiały się wcześniej. Meteorolodzy ostrzegali przed bardzo dużymi opadami na południowym zachodzie Polski. Mimo tego wiele osób słyszało wtedy, że sytuacja pozostaje pod kontrolą.
Na początku kryzysu zrzuty wody ze zbiornika w Nysie były jeszcze stosunkowo niewielkie. W praktyce oznaczało to, że rezerwa powodziowa nie została szybko zwiększona. Dopiero później, gdy poziom wód zaczął gwałtownie rosnąć, sytuacja zrobiła się znacznie bardziej napięta.
Najtrudniejsze momenty przyszły wtedy, gdy ogromne ilości wody zaczęły napływać z rejonu Kotliny Kłodzkiej i Głuchołaz. Rzeki szybko przekraczały stany alarmowe, a mieszkańcy z niepokojem obserwowali kolejne komunikaty służb.
W mieście zaczęły pojawiać się zalane ulice, podtopione posesje i pierwsze ewakuacje. Woda dostała się do domów, piwnic i lokalnych firm. Niektóre osiedla przez pewien czas były praktycznie odcięte od reszty miasta.
Mieszkańcy wspominali później, że poziom wody podnosił się bardzo szybko. W wielu budynkach zalane zostały partery, garaże i pomieszczenia gospodarcze. Straty okazały się ogromne. Ludzie tracili meble, sprzęt AGD i rzeczy gromadzone przez lata.
Dużo emocji wywoływały wtedy także pytania o działania służb i zarządzanie zbiornikami retencyjnymi. Część mieszkańców uważała, że reakcje były spóźnione, bo sytuacja hydrologiczna pogarszała się z godziny na godzinę.
Powódź z 2024 roku ponownie pokazała, jak dużym zagrożeniem dla regionu mogą być intensywne opady i wezbrane rzeki. Dla wielu mieszkańców były to jedne z najtrudniejszych dni ostatnich lat.